Wiktor Ancuta

Ja i moje „dorosłe” życie na studiach

Zacznę może tak. To, że się utrzymałem na studiach to już jest cud. Muszę przyznać jeszcze jedna rzecz, a mianowicie taką, że nie dość, że miło wspominam naukę i czas jaki spędziłem w tym liceum, to jeszcze dzięki nauce w tej szkole, dzięki nauczycielom z tej szkoły, których serdecznie pozdrawiam, i dzięki moim wynikom, jakie uzyskałem w tej szkole, teraz mieszkam w najpiękniejszym mieście w Polsce oraz studiuje w jednej z najlepszych uczelni w Polsce do której dostałem się w pierwszej rekrutacji – a mianowicie, na Uniwersytecie Wrocławskim.

Pierwszy semestr nie był zbyt kolorowym okresem, mojej podróży. Uwalałem prawie każdy przedmiot miałem mega pod górkę i żeby mi się udało, na koniec musiałem jeszcze podejść do sesji poprawkowej, tak zwanej kampanii wrześniowej. Nie było łatwo. Wielu moich znajomych i ludzi z roku spisało mnie na straty, wszyscy mówili „nie, on sobie nie poradzi, to niemożliwe żeby mu się udało.” Nawet moi rodzice myśleli że już koniec. A ja im wszystkim zrobiłem na złość i kurde zdałem! Miny niektórych osób – bezcenne, zwłaszcza tych, co nie mają do mnie jakichkolwiek sympatii. Pokazałem ludziom, że nazywanie mnie od najgorszych, że nie dam rady, daje mi tylko większą motywacje do tego by pokazać jak się mylicie. Tak było u mnie w gimnazjum, tak było u mnie w domu, tak sam się czułem przed maturą, a na koniec pokazałem na co mnie stać. I oto jestem. I żeby nie było, że jestem arogancki, to wszystko co się wydarzyło, dało mi parę lekcji i doświadczenia, które pokrótce wam przedstawię i może staną się pewną wskazówką, jaką uczniowie VIII LO mogą wykorzystać w swojej nie dalekiej przyszłości.

Pierwsze, co mi się nasuwa na myśl to to, że nieważne jakie studia się wybierze, i tak trzeba ciężko pracować i tu nie ma reguły czy to medycyna, historia sztuki, ekonomia, filologia czy prawo. Każdy musi się wziąć do roboty im później tym gorzej. Oczywiście że są przedmioty w których się ktoś czuje lepiej, niektórzy gorzej, wykładowca może mieć lekkie podejście do studentów (kilku już spotkałem) inni mogą być cięci na studentów, ale to nie zmienia faktu, bo w końcu nie bez przyczyny się mówi, że I rok a zwłaszcza I semestr, to jest odsiew. Podsumowując UCZYĆ SIĘ!

Po drugie, co w sumie powinno być pierwsze to maturka. No dobra, rozumiem matura ważna rzecz, zwłaszcza żeby dostać się na dobrą uczelnię i kierunek, jaki już sobie się „wybrało”. Matura to w sumie takie oswojenie ze stresem, który czeka nas na co dzień nieważne czy to rozmowa o prace, czy dzień w pracy, czy kolejny dzień na studiach. Stres był, jest i będzie, a matura ma pomóc w walce z nim. Ale należy pamiętać że matura to nie koniec świata. Moja rada, podejść do tego na spokojnie i zadaniowo, 1.wchodzę 2.zdaję 3.wychodzę. A ci, co ją zdadzą i będą na studiach będą mieli wrażenie jakby to było kilka lat temu. Ja w ciąż się dziwię, że to było 2 lata temu ale jednak.

Po trzecie, kontakty. I to w sumie już każdy powinien wiedzieć. Kontakty są potrzebne i należy je tworzyć, gdziekolwiek się jest, a zwłaszcza na studiach. Jak się nie chodzi na imprezy, nie zawiera znajomości z osobami z innych grup, czy z starczych roczników to jest się na lodzie. Nie ma się od kogo wziąć notatek, materiałów, pytań z egzaminów, kolokwiów etc. Także kontakty, kontakty i jeszcze raz kontakty.

Czwarte przykazanie, SESJA (WINTER) IS COMING. Jak ktoś nie wie, sesja to tak jak matura, tylko że taka większa z kilku przedmiotów, w sumie najważniejszych z roku i jest ona co pół roku. Także havefun!

Pierwsza sesja jest najważniejsza. Nie ma możliwości żeby ja oblać. Po prostu nie. Jak się obleje pierwszą sesję to już można się pożegnać ze studiami, dlaczego? W zależności od uczelni, istnieje rozliczenie semestralne albo roczne. Semestralne jak sama nazwa wskazuje po pierwszym semestrze, po pierwszej sesji podlicza się punkty, jeżeli nie spełnia się wymagań, do widzenia. Roczne podliczenie jest po sesji letniej i tak samo nie ma się spełnionego minimum zaliczeniowego do widzenia. Więc patrz na punkt numer 1 UCZYĆ SIĘ!

I ostatnia moja rada, uczcie się języków. Nieważne czy to angielski czy niemiecki, francuski czy suahili. Znajomość języków obcych daje ogromne możliwości, zwłaszcza zawodowe, oraz pomoże wam nawet jakbyście mieli jechać na Erasmusa a taka wymiana studencka to mega sprawa. Ja jak wyjechałem na miesiąc do Anglii poznałem kilka osób teraz są moimi serdecznymi znajomymi, utrzymujemy kontakt i na przyszły rok załatwili mi prace od tak. Wracamy zatem do punktu numer 2 kontakty.

A teraz takie jeszcze kilka słów na koniec. Proszę was nie bierzcie tego za jakieś fundamentalne zasady, które działają w 100% To są tylko wskazówki a jak je wykorzystacie to już wasza sprawa. W sumie, ogólnie rzecz biorąc, te uwagi są zaledwie skrawkiem tego, co chciałbym wam przekazać ale jakbym miał tak wszystko wypisywać to był by z tego może, jakiś podręcznik pod tytułem „Jak przetrwać pierwszy rok akademicki – pytania i odpowiedzi” a nie o to mi chodzi. Chciałem po części wam pokazać jak wyglądają studia, i co mi dają oraz to co mi dała nauka w liceum. Studia to okres w życiu gdzie przez jeszcze 5 lat możecie cieszyć się wolnością od pracy 8h czy 12h dziennie, płacenia podatków, czy innych równie szarych aspektów życia codziennego. Więc radzę żeby jednak zrobić wszystko i iść na studia. W końcu, czy jest coś do stracenia? Ja nic nie straciłem, niczego nie żałuje i życzę wam jak najlepiej i powodzenia!

Z serdecznymi pozdrowieniami dla grona pedagogicznego

Wiktor Ancuta